02 września 2013 | 2 komentarze

Na szkockim szlaku

Z czym kojarzy Wam się Szkocja?
 Z szkocką kratą? Ze skąpstwem? Z whisky? Potworem z Loch Ness?
 
Szkocja to kraina baśni, niebieskich zatok i jezior, pofałdowanych i pokrytych wrzosem gór oraz deszczowej aury, która jest tak typowa dla Szkocji. To kraina zamków i górskich krajobrazów.
 
Ale Szkocja to przede wszystkim góry…
Kiedy w 1981 roku Sir Hugh T Munro opublikował pierwszą listę wszystkich (jego zdaniem) szczytów powyżej 3000 stóp, nie zdawał sobie sprawy, jak potężny i silny przemysłturystyczny uruchomił w swoim kraju. Co prawda na początku ludzie nie rzucili się z gromkim: hurraaa, by podbijać szczyty wyselekcjonowane przez pana Hugh. Jednak na dzień dzisiejszy tysiące ludzi zdobywa góry z jego listy, wpisując je do swoich własnych tabel jako kolejny zdobyty Munro w ich własnej kolekcji.Ta wspinaczkowo górska pasja otrzymała swoją własną nazwę – Munro-bagging.
Obecnie lista wszystkich szczytów powyżej 3000 stóp zamyka się w liczbie 284 porozrzucanych po całej Szkocji i okolicznych wyspach. 
 
 
I właśnie na szkockim szlaku upłynął mi weekend. Aktywnie, i z cudownym uczuciem satysfakcji, że się udało wejść, mimo, że wcale łatwo nie było.
Najpierw w sobotę Ben Lomond…
 
 
 
a póżniej w niedziele po pożywnym śniadaniu, kolejne góry w okolicach Glencoe.